piątek, 24 stycznia 2014

Wytrwałam

Moje zachwiania czasem mnie przerażają. Warto było podjąć decyzję o rozpoczęciu życia z Bogiem na nowo, w sposób świeży. Takie decyzje na prawdę ratują życie:) To jak urodzenie się na nowo, chcę odkrywać Go dzień za dniem w sposób inny, doskonalszy. Ja sama chcę być doskonalsza, coraz bardziej podobna do Niego. Wielki wpływ na to miała... strona na fejsbuku. Haha, dokładnie tak! Jest taka strona, która nazywa się 'Piękna' - dziewczyny, które to prowadzą nawet chyba nie wiedzą ile to znaczy dla niektórych. Są codzienną zachętą dla mnie i przypominaniem mi, ze to On jest najwyższą wartością a wszystkie inne rzeczy są na drugim planie.

 A co do moich zachwiań, o których pisałam na samym początku, niestety ale ciągle z nimi walczę. Postanowiłam sobie, że nie będę się tak łatwo dołować i załamywać, bać, ba! Nawet wyznałam to przed Bogiem, że strach już nigdy nie będzie częścią mojego życia. Niestety, nie jest mi łatwo się tego pozbyć. Mam naturę osoby, która przesadnie przejmuje się wszystkim dookoła. Całe szczęście małymi kroczkami udaje mi się to zwalczać, ale czasem jest mi bardzo trudno.

Nie mam zamiaru się jednak poddawać, nie teraz. Wiem, że mam wszytsko co mi potrzebne aby osiągnąć sukces w moim Bogu - to jest dla mnie bardzo budujące.

Jeśli ktokoliwek to czyta (w co szczerze wątpię...) - zachęcam do spróbowania, jak smakuje życie z Bogiem, ale tym prawdziwym, nie tym, którego obraz wykreowało społeczeństwo jako staruszka, który nic nie może poradzić na zło tego świata. On jest niesamowicie dobrym Ojcem, kochającym, wspierającym, dającym siłę. Jedyne, czego chce w zamian to Ciebie:)

środa, 1 stycznia 2014

Zatęskniłam

01.01 - dzień podejmowania postanowień, stawiania celów i dzień największej chęci do zmiany swojego życia. Dla mnie dzień, w którym szczerze zatęskniłam.

Sylwester minął niesamowicie świetnie, lepiej niż myślałam, że będzie. Wszystko to dzięki obecności ludzi, których kocham i z którymi uwielbiam spędzać czas. Co roku wracając do domu i kładąc się spać czułam dyskomfort i taki ucisk w klatce piersiowej - tęsknota za nimi, za ludźmi, z którymi spędzałam ten czas. Dziś jednak gdy wracałam już sama do domu słuchając SDMu (http://www.youtube.com/watch?v=GLg6l1i_VwA) nie tęskniłam za tym, zatęskniłam za 'drugim człwiekiem'.

Nigdy nie byłam w prawdziwym związku, nie wiem jak to jest. Za każdym jednak razem widząc ludzi, którzy są sobie bliscy i którzy czerpią radość z bycia razem coś mnie ściska wewnątrz... Tak, nie będę zaprzeczać - pragnę mieć faceta tak bardzo! Tak bardzo, że myślę o tym wieczorami, myślę o tym  jadąc autem i rozmawiając z innymi (nie, żeby to była jakaś moja obsesja, chciałam tylko zobrazować to co czasem się dzieje w mojej głowie ;) ). Czasem jestem bliska zrobienia czegoś głupiego z tego powodu, ale... Nie chcę nic na siłę. Wolę być całe życie sama niż być z kimś tylko po to 'aby być'... z braku laku... z braku towarzystwa... Nie, Boże chroń mnie przed takim podejściem. Inną sprawą jest to, że ja nie potrafię się zakochać. Nie spotkałam jeszcze nikogo, o kim mogłabym mysleć jako o mężu, ojcu moich dzieci, komu mogłabym patrzeć głęboko w oczy bez zawstydzenia... Czasem boję się... Boję się, że nie spotkam nikogo takiego i na prawdę będę sama... Chcę jednak zaufać Bogu w tym wszystkim i powierzyć mu te troski, które gdzieś tam zaprzątają mi głowę.

Może po prostu On chce, abym wpierw poznawała Jego i była coraz bliżej zanim postawi na mojej drodze faceta, który będzie tylko dla mnie... Nie wiem, ale jedno jest pewne - muszę wykazać się cierpliwością... Co najłatwiejsze nie będzie.

Ale Bóg będzie ze mną, mówię to szczerze i płakać mi się chce, bo jak sobie pomyślę ile razy Go zraniłam tylko w tym jednym roku, ile razy spowodowałam, że patrząc na mnie czuł smutek, ile razy mógł zawieść się na mnie to jest mi na prawdę z tym okropnie. Nie chcę Go krzywdzić, chcę żyć według Jego zasad, chcę żyć według Jego woli, chcę kochać Go całkowicie!

Nie mogę sobie pozwolić na kolejne popełnianie tych samych błędów, muszę znaleźć w sobie tę siłę, którą niegdyś miałam, a którą z niewiadomych mi przyczyn straciłam. Spadłam na dno duchowe, z którego ciągle próbuję się wygrzebać... Z lepszym czy gorszym skutkiem. Chcę, aby On zawładnął całym moim życiem, żeby każdy mój gest był dyktowany Jego słowem, chcę Nim nasiąknąć...! Wiem, że w Nim mogę wszystko - to będzie moja myśl przewodnia, której będę się kurczowo trzymać w każdej z chwil tego i każdego następnego roku.

Do siego wszystkim.

czwartek, 5 grudnia 2013

!!!

Fatalnie, fatalnie!
Zraniłam kolejną osobę!! :/
Co jest ze mną .... Ja nie wiem czy na prawdę robię to z premedytacją czy to moja podświadomość powoduje to, że ranię ludzi dookoła - o co w tym wszystkim chodzi? Muszę chyba faktycznie odizolować się od wszelkich osobników płci męskiej bo jak tak dalej pójdzie to chyba znienawidzę siebie...
Albo muszę przestać być taka jaka jestem i zacząć odpychać zachowaniem.  Staram się mówić sobie że to nie moja wina ale czuję wyrzuty sumienia.

Chyba nigdy do końca nie zrozumiem siebie.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Y6-QvBz9_lY


środa, 4 grudnia 2013

Jest lepiej!

Stanowczo. Jest lepiej, o wiele lepiej. Odkąd doceniam to co mam i dzięki kilku rozmowom wiem, że jest lepiej. To zabawne jak niektóre okoliczności potrafią zmienić pogląd na wszystko dookoła; jak jedna rozmowa potrafi przewrócić wszystko do góry nogami (dzięki Bogu pozytywnie).

Rozmawiałam ostatnio z kolegą (tak, o tą rozmowę mi chodziło:) ). W skrócie, powiedział mi on że wcześniej, jak nie mieliśmy ze sobą konkretniejszego kontaktu to uważał mnie za osobę (jak on to powiedział...) zbyt mądrą i zbyt fajną aby mógł się z nią zadawać - coś w stylu osobę z wyższej półki. Dokładnie w tym samym dniu powiedział to inny kolega. Dosłownie mnie to ZABIŁO. W jednym momencie zrobiło mi się niezmiernie miło ale też okropnie przykro. Miło bo fajnie jak ktoś uważa Cię za fajną osobę, ale przykro bo... bo nie chcę aby było tak, że ktoś uważa mnie za lepszą osobę od niego samego. Tak nie jest i nigdy nie będzie, nie jestem od nikogo lepsza ani gorsza, jesteśmy wszyscy równi. Przykrość przeważyła w tych uczuciach bo pomyślałam sobie - czy ja się tak wywyższam albo tak bardzo afiszuję z jakimiś swoimi zaletami? Czy po prostu będąc sobą sprawiam takie wrażenie? Nie wiem, na prawdę nie wiem, ale nigdy więcej nie chciałabym usłyszeć takiej rzeczy.

Ponadto, rozmawiając z jednym z nich bardzo się zezłościłam - nie na niego, ale na ogół ludzki. Kolega ten ma problemy - problemy z prawem i problemy ze sobą. Zrobił dużo złego w swoim życiu, ale teraz tego żałuje i chce się zmienić. Gadaliśmy sobie na spokojnie i on stwierdził że jest głupi. Ja go spytałam czemu tak mówi - nie odpowiedział. Zaczęłam mu mówić że jest wartościowy i żeby nigdy nie myślał że jest głupi. Problem w tym, że wszyscy dookoła wmawiają mu, że nic z niego nie będzie, że jest do niczego, że głupszy być nie może. Jak mu powiedziałam żeby nigdy nie dał sobie wmówić tego kłamstwa, że powinien znać swoją wartość i że ja nie będę nigdy na niego patrzeć z pryzmatu tego co było tylko będę patrzeć na to jaki jest teraz - po prostu się wzruszył i miał łzy w oczach.

Jak ważne jest mówienie ludziom o ich wartości!! To takie proste, a tak mało praktykowane wśród nas. Nigdy nie pozwolę, żeby ktokolwiek z mojego otoczenia czuł się jakby był nikim. Nigdy.

piątek, 15 listopada 2013

Wielki powrót!

Mam nadzieję, że wszyscy moi znajomi, którzy znali adres tego bloga dawno o nim zapomnieli...:P Otóż tak jak mówiłam - nie jestem cierpliwa i nie jestem wytrwała. Dlatego moje pisanie skończyło się po 6 postach... Ale! Ostatnio cały czas chodzi mi po głowie taka nieodparta chęć pisania. O wszystkim. O niczym. O głupotach, radościach i problemach (których notabene się troszkę nazbierało... Ale tylko troszkę). Czemu nie?  Pamiętnik to pamiętnik, nie ważne jak długa była przerwa, on zawsze czeka... Jak pies :P:)

Taaak. drugi rok studiów. Drugi rok lekarskiego. Drugi rok rezygnacji z tego co lubię na rzecz tego co zapewni mi w jakimś stopniu przyszłość. Ostatnio, ściślej mówiąc 11 listopada myślałam sobie o wolności (w końcu taki dzień...). Poczułam się jakbym nie była wolna. Nie jak niewolnik, ale jak człowiek pozbawiony wolności w taki sposób, że sam nie jest w stanie się zorientować. Pozorna wolność - tak brzmi lepiej. Nie wiem czemu. Przecież te studia to z własnej woli - nie mogę marudzić bo sama wybrałam taka drogę. To czemu tak bardzo jest mi ciężko?? Yhhhhh. Jaki człowiek jest skomplikowany. Robię coś, na czym mi zależało i ba! dalej zależy, a jednak nie czerpię z tego przyjemności.... No. Przynajmniej nie w stopniu, który by mnie zadowolił. Póki co więcej w tym wszystkim bólu niż satysfakcji. Wiem, wiem, satysfakcja będzie po 5 latach, a może nawet na 3-cim roku... Ale póki co jest tu i teraz i wcale nie jest zachwycająco... A podobno studia to taki piękny okres życia młodego człowieka. To chyba zależy od kierunku. Tak czy siak, jak wielu łez bym nie wylała to nie zmienię zdania - to ogromny przywilej że mogę tu być, że jestem w tym a nie innym miejscu. Jestem serio wdzięczna Bogu za to, że dał mi taką możliwość. Jestem wdzięczna rodzicom za to ze to wszystko finansują - wiem, że wsadzili we mnie tyle forsy, że choćbym już miała paść z wycieńczenia to tego nie zrobię bo byłoby mi szkoda...:P

Chyba nie jest aż tak źle... Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - o tak! :)

A teraz coś na zimny wieczór:  http://www.youtube.com/watch?v=4Sny582HtuA

Do następnego:)


środa, 9 stycznia 2013

Love is in the air

Zastanawialiście się kiedyś jaki rodzaj miłości jest najtrudniejszy? Nieodwzajemniona, pierwsza, nieakceptowana przez społeczeństwo... Nie wiem, nie było mi dane poznać żadnej z nich, ale wiem jedno - dla mnie najtrudniejsza miłością jest miłość do ludzi. Ogólnie, po prostu, do drugiego człowieka. Nie zmysłowa, nie emocjonalna, miłość najzwyklejsza.

Spytasz - dlaczego? Bo codziennie musisz patrzeć, jak obiekt twojej miłości niszczy sobie życie, stacza się na dno, z dnia na dzień coraz bardziej umiera. Najgorsze jednak jest to, że w większości przypadków nie możesz nic z tym zrobić.

Jakoś tak już mam, że wystarczy jedna rozmowa z kimś a już jestem zakochana po uszy (nie zrozumcie mnie źle, nie w znaczeniu dosłownym ;) ). I straaasznie się przyzwyczajam do ludzi. Bardzo, bardzo. Z jednej strony to jest fajne, z drugiej nienawidzę tego w sobie. Ciągnie mnie do ludzi, co poradzę. Lubię z nimi przebywać, więc jak nie mogę to jestem przybita i tęsknię (chyba się powtarzam, co?). I płaczę. Duuuuuużo płaczę. Płacz oczyszcza, tak przynajmniej mówią.

Ale co ja tam wiem, tylko tyle, że kochać jest na prawdę trudno :)

"Nie widziałam cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
lecz widać można żyć bez powietrza!
"

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (nawiasem mówiąc, moja ulubiona poetka)

niedziela, 6 stycznia 2013

Samotność

Jest 23:55, jutro mam wstać z rana i jechać do miasta w którym studiuję... Wrócić do tego mieszkania w którym czeka na mnie przyjaciółka od niedawna niedająca mi spokoju, ni chwili wytchnienia - samotność.
Samotność - pojęcie niesłychanie względne. Możemy będąc w tłumie ludzi czuć się nieziemsko samotni, paradoksalnie w osamotnieniu możemy czuć się spełnieni w tej kwestii... Mnie dopadła najgorsza forma - samotność w osamotnieniu. Zawsze jak tam jestem, nie ważne czy moi współlokatorzy są w mieszkaniu czy nie, czuję się sama z tym wszystkim.

Czuję, że jedna chociaż osoba mogłaby to zmienić, jeden przyjaciel do którego mogłabym tak po prostu przyjść obojętnie o której godzinie, posiedzieć chociażby w milczeniu, ale wiedzieć że jest, rozumie i wspiera po cichu. To tak bardzo boli!

Dzięki Ci Boże za internet, przynajmniej on daje mi możliwość bycia gdy nie jestem - w obecności moich przyjaciół. To niewątpliwie największy skarb - ludzie, którzy są Ci bliscy.

Dlatego nie zaniedbuj ich póki są przy tobie, nie rób głupich wymówek aby tylko się nie spotkać bo pogoda nie taka i z domu się nie chce ruszać. Bądź, tak jak oni są, kochaj póki możesz, bo kiedyś będzie Ci ich brakować - co wtedy?

Z tej okazji piękny wiersz Leśmiana z jeszcze piękniejszą interpretacją SDM'u, dobranoc.

http://www.youtube.com/watch?v=b0pQDB_UzXU

*Samotność*
Wiatr wie jak trzeba nacichać...
Za oknem - mrok się kołysze.
Nie widać świata, nie słychać,
Lecz ja coś widzę i słyszę...

Ktoś z płaczem ku mnie z dna losu
Bezradną wyciąga rękę!
Nie znam obcego mi głosu,
Ale znam dobrze tę mękę!

Zaklina, błaga i woła,
Więc w mrok wybiegam na drogę
I nic nie widząc dokoła,
Zrozumieć siebie nie mogę!

W brzozie mgła sępi się wiotka.
Sen pusty!... Wracam do domu...
Nie! Nikt się z nikim nie spotka!
Nikt nie pomoże nikomu!